TL;DR: Aby dowiedzieć się, czego naprawdę chcesz, musisz obserwować swoje zachowanie – samo intensywne myślenie tutaj nie pomoże. Racjonalne deklaracje typu „chcę tego” często pochodzą z części mózgu, która wcale nie wie, co finalnie da ci radość. Ograniczenie bodźców i zewnętrznego szumu działa lepiej niż ciągłe rozmyślanie. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? Po czym czujesz się bardziej sobą?
W sumie, to czego TY naprawdę chcesz?
Dodano:
Pewnego dnia znajdujesz lampę – ale nie taką nowoczesną – taką bardzo starą, oliwną. Uśmiechasz się do siebie i myślisz sobie: „co mi szkodzi?”. Pocierasz lampę i ku twojemu zdziwieniu wychodzi z niej Dżin. Patrzy w lewo, w prawo, za siebie, a w końcu na ciebie. Mówi:
– Prawo jest prawem: uwolniłeś mnie, więc spełnię twoje życzenie. Tylko jedno, bo się spieszę.
No tak, długo pewnie siedział w tej lampie i nie chce tracić więcej czasu. Już otwierasz usta, żeby odpowiedzieć, ale wtedy Dżin mówi dalej:
– Nie proś tylko o bogactwo, rzeczy, sławę, miłość i takie tam. To ma być coś naprawdę tylko dla ciebie.
Niby powinieneś to wiedzieć. Gdzieś masz to przecież w głowie. Przeszukujesz każdy jej zakamarek, biegnąc myślami, ale okazuje się, że nie znajdujesz nic.
. . . . . . .
Traktowałem to jak jakąś zagadkę do rozwiązania: więcej myślałem, robiłem listy i tym podobne. Obecnie nadal tego nie rozgryzłem – ale dowiedziałem się o paru rzeczach, które mogą zadziałać lepiej od tego, co wcześniej próbowałem robić.
W dzisiejszym świecie mamy najwięcej opcji niż ktokolwiek w historii: więcej zawodów, miejsc do odwiedzenia, przeżyć. Morze możliwości. A jednak to wszystko sprawia, że czuję się mniej… wolny? No ale to już pewnie wiesz, że nowoczesne życie może być przytłaczające.
Intensywniejsze myślenie o tym po prostu nie działa
Kiedy pytasz siebie o to, czego chcesz, najczęściej odpowiada ta część mózgu, która goni za rzeczami. A pogoń za czymś i czerpanie z tego radości to dwa różne systemy, które nie zawsze się ze sobą zgadzają.
Kent Berridge badał podział na chcenie (przyciąganie do danej rzeczy) i lubienie (przyjemność z jej posiadania). Wydają się jednym uczuciem, ale w mózgu działają trochę na innej „chemii”.
Różne mechanizmy mózgowe wydają się pośredniczyć w chceniu i lubieniu tej samej nagrody.
— Kent Berridge
Rozejrzyj się wokoło i znajdź rzecz, którą bardzo chciałeś: czekałeś, oszczędzałeś, a w końcu kupiłeś. Być może leży teraz w kącie i się kurzy; daje jedynie cień tamtego pragnienia, lub nawet już nic. To, co napędzało cię do zdobycia tej rzeczy, to nie to samo, co daje ci radość. W jednym z badań, myszy z dodatkową dopaminą pracowały ciężej, by zdobyć cukier – ale nie smakował im on wcale bardziej, niż wcześniej. Oczywiście, to tylko myszy, nie ludzie, lecz może warto zastanowić się, czy któreś z większych twoich pragnień nie działa w ten sam sposób.
Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się nasze
Może nam się wydawać, że pewne rzeczy są “nasze” tylko dlatego, że byliśmy na nie często wystawiani. Albo dlatego, że były dobre w oczach innych.
Jeśli będziemy wystawiani na coś wiele razy, to z większym prawdopodobieństwem możemy to zacząć lubić (np. reklamy działają w ten sposób). Jak wiele z naszych gustów rzeczywiście my wybraliśmy, a iloma po prostu nasiąkliśmy?
Druga sprawa, to ciągłe porównywanie się z nieskończoną rolką papieru najlepszych momentów z życia innych osób. To sprawia, że nasz cichy głosik jest jeszcze trudniejszy do usłyszenia.
Weźmy na przykład muzykę, której słuchamy: ile z niej słuchamy, bo w szkole rówieśnicy jej słuchali? Ile z niej jest być może uważane w twojej grupie za dobry gust, i dlatego też jej słuchasz? Może masz jakieś nagrania, które sobie puszczasz i śpiewasz sam w samochodzie, ale w sumie wstyd by ci było przyznać się przed innymi, że tego słuchasz?
Dziś z tą nową wiedzą bezlitośnie wyrzuciłem ze Spotify połowę muzyki, która nie spełniała tych kryteriów.
Czytając to pewnie naturalnie też przyszło ci na myśl, że zbyt duży wybór może nas również paraliżować. Jednak ta słynna teoria po głębszych wykopaliskach okazała się nie aż taka jednoznaczna, gdy ludzie próbowali ją powtórzyć w badaniach.
Ścisz hałas
Nudna rada – zostawiaj więcej pustych przestrzeni: spacer bez słuchawek, czekanie w kolejce, w której nie sięgasz po telefon. Chodzi bardziej o zrobienie przestrzeni, niekoniecznie o leczenie jakiejś rany. Wyciszenie, które pozwala na autorefleksję, dostaje swoją „zmianę” tylko wtedy, gdy twoja uwaga nie jest skierowana na zewnątrz.
(Przy okazji pewnie słyszałeś, że siła woli działa jak mięsień, który wyczerpuje się w ciągu dnia. Ta teoria niestety się nie obroniła – największy test tego efektu wykazał wartość bliską zeru).
Co robisz, gdy nikt cię nie obserwuje?
W fizyce kwantowej było bardzo ciekawe badanie pokazujące, że sam „obserwator” wpływa na materię (fala zaczynała zachowywać się jak cząsteczka). Luźno skojarzyło mi się, że w skali makro jest podobnie :) Sporo pragnień to tak naprawdę chęć tego, jak dana rzecz wygląda w oczach innych osób.
Spróbujmy więc odwrócić pytanie i zamiast: „czego chcę?” zapytać:
- Na co spędziłbym wolne popołudnie, gdyby nikt nigdy nie miał się o tym dowiedzieć?
- Co zrobiłem w tym tygodniu, czego nie sfotografowałem ani nikomu o tym nie wspomniałem?
Badania wykazały, że gdy te potrzeby [autonomia, kompetencja, relacyjność] są zaspokojone, ludzie są bardziej zmotywowani wewnętrznie, czują większą satysfakcję i cieszą się lepszym samopoczuciem. Z kolei gdy motywacją do działania są naciski zewnętrzne – lub wewnętrzna presja, by sprostać oczekiwaniom innych – trudniej im utrzymać zaangażowanie i czują się mniej spełnieni.
— Kirsten Weir, „Self-determination theory: A quarter century of human motivation research”
Luke, podążaj za energią
…a nie za zainteresowaniem. Zainteresowanie mówi nam często, co przykuło naszą uwagę. Jednak niektóre rzeczy sprawiają, że czujesz, że żyjesz – a inne pozostawiają cię obojętnym lub nawet dziwnie pustym. W nawiązaniu do tego co było wyżej, jeśli coś zrobiłeś/zdobyłeś i nic nie czujesz, albo natychmiast przechodzisz do kolejnej rzeczy – to był to sygnał chcenia, a nie lubienia. Samo pragnienie rzeczy nie jest problemem. Problemem jest podążanie za pragnieniem bez wiedzy, jakiego jest rodzaju.
Oczywiście spędzanie czasu na czymś automatycznie nie oznacza, że to jest „twoje”. Np. bezmyślne przewijanie ekranu mocno przyciąga uwagę, ale pozostawia bez sił.
To samo nie przyjdzie
Powiedzmy, że już zrobiliśmy przestrzeń dla naszego wewnętrznego głosiku i czekamy. Niestety, mędrcy mówią, że odpowiedź sama się nie pojawi (nie będę kłamał, liczyłem na to). Ech, trzeba jeszcze aktywnie próbować nowych rzeczy, eksplorować. Być może zdarzyło ci się słyszeć, że najbardziej pewne siebie są te osoby, które najdłużej pozostawały niezdecydowane. Wychodzi jednak na to, że najbardziej pewni swego są raczej ci, którzy najpierw szeroko zbadali sprawę, zanim podjęli decyzję.
Istnieje też inna pułapka, tzw. „pożyczona pewność”. Może to wyglądać jak jasność i trwać latami, aż w końcu dopada cię rozbieżność – i zdajesz sobie sprawę, że żyjesz według zasad, nad którymi nigdy głębiej się nie zastanawiałeś.
Gdy widzimy opcje jedna po drugiej, wciąż wyobrażamy sobie „coś nieco lepszego” tuż za rogiem. Kiedy ludzie poznają wybory pojedynczo, mają tendencję do wyobrażania sobie, że następna opcja będzie lepsza. Może wcale nie brakuje nam zdecydowania, tylko trzymamy miejsce dla iluzji?
Może niewiedza nie jest wcale problemem do naprawienia?
Może już dopada mnie jakiś kryzys wieku średniego, że myślę i piszę o takich rzeczach. Ale co mi tam.
Mądre głowy mówią, że słabsza znajomość samego siebie zwykle idzie w parze np. z większym lękiem i niezdecydowaniem (ale może to pętla, która sama się napędza?).
Może czasem ta pustka wcale nie jest problemem, a traktowanie jej jak problem to pułapka sama w sobie? Może czasem niewiedza to po prostu czas: przełom, etap w życiu, w którym odpowiedź nie jest jeszcze gotowa?
Po przeczytaniu tego możesz wpaść też w kolejną pułapkę i zadawać sobie pytania: czy zauważam właściwe rzeczy? Czy to sygnał chcenia, czy lubienia? Dryfuję, czy odkrywam? Sama ta świadomość może sprawić, że stanie się to kolejną rzeczą, którą trzeba zrobić dobrze. Ja, pisząc ten artykuł, sam zadawałem sobie pytanie, czy piszę to głównie dla siebie, czy dla czytelników.