Najlepsze książki, które przeczytałem w 2025 roku

Dodano:

Masz tak czasem, że kończysz książkę, zamykasz okładkę i myślisz: „serio, mogłem robić przez ten czas cokolwiek innego”? W tym roku miałem tak częściej, niż zwykle. Mimo sprawdzania opinii, poleceń, trafiłem na sporo bardzo przeciętnych tytułów.

Na szczęście między tymi wszystkimi średniakami znalazło się kilka tytułów, które naprawdę coś we mnie poruszyły, zostały w głowie na dłużej albo wręcz zmieniły mi sposób patrzenia na świat.

1. Nie śpij, tu są węże! – Daniel Everett

Antropologia, lingwistyka, podróże

Autor – językoznawca i oddany chrześcijanin – w wieku dwudziestu kilku lat wyjeżdża z żoną i małymi dziećmi do amazońskiej dżungli, aby badać język małego plemienia Pirahã. Przy okazji ma ich też nawrócić (mały spoiler – średnio mu to wychodzi). To był koniec lat 70, jeśli dobrze pamiętam. Brzmi jak szaleństwo? Dla mnie tak. Wyszła z tego fascynująca i bardzo niebezpieczna przygoda.

Książka jest podzielona jakby na dwie części: pierwsza to wspomnienia z podróży, druga jest już bardziej językoznawcza (ale również była dla mnie bardzo ciekawa).

Język Pirahã jest jedyny w swoim rodzaju. Ich kultura też. Na przykład nie mają żadnej religii, mitów czy opowieści o początku świata. Wierzą w pewne duchy, ale to właściwie tyle.

Z perspektywy człowieka, który zadaje sobie pytania m.in. o szczęście czy wychowywanie dzieci, ta książka dała mi naprawdę ciekawe spojrzenie na te kwestie; nigdzie indziej nie natknąłem się na podobne podejście.

Niesamowite jest też to, jak język wpływa na nasze myślenie, postępowanie… w sumie na wszystko. Nie pamiętam, czy to dokładnie było napisane w tej książce, ale np. brak nazwy na pewne uczucia może sprawić, że dużo trudniej je rozpoznać i świadomie uchwycić (czasem wręcz jakby nie istniały; ot choćby: czułeś/czułaś kiedyś yūgen? Albo dorównujesz Eskimosowi w rozpoznawaniu różnych typów śniegu i lodu?). Ta książka – razem z książką Alana Wattsa (o której później) – pokazała mi, jak język może mocno ograniczać naszą świadomość.

Nie sięgam zazwyczaj po książki ani o podróżach, ani o lingwistyce. Jeżeli też tak masz i zastanawiasz się, czy to dla ciebie, odpowiedź brzmi: spróbuj! Mnie bardzo się podobała, zapadła mi szczególnie w pamięć. Zmieniła moje spojrzenie na kilka ważnych spraw. Chętnie napisałbym więcej, ale przecież nie chodzi o to, żeby zdradzać całą książkę.

Ocena 3,97/5 na Goodreads

2. Strzępki życia – Merlin Sheldrake

Nauka, biologia

Jeśli grzyby wydają ci się nudne, to znaczy, że nic o nich nie wiesz! Ach, jak dobrze czytało mi się tę książkę. Uwielbiam takie: naukowe, ale napisane w taki sposób, że nie sposób się od nich oderwać.

Grzyby są wszędzie, dosłownie. Wychodzi na to, że były niezbędne dla rozwoju życia na lądzie. Są ogromne, choć widzimy tylko tu i ówdzie małe grzyby nad ziemią. Potrafią się świetnie porozumiewać, a nawet kontrolować umysły zwierząt.

A jeszcze mamy porosty.
Tak, porosty.
To jest dopiero ciekawe!

Ta książka również zmieniła moje spojrzenie na świat. I to pod względem, który zupełnie nie przyszedłby mi wcześniej do głowy, bo… duchowym, można rzec. O czym ja w ogóle mówię? Mniej więcej o tym, o czym mówił James Lovelock; o tym, o czym śpiewał zespół Łąki Łan: „wszyscy jesteśmy jednym organizmem”. Naprawdę – niemożliwe jest wyodrębnić jeden, całkowicie samodzielny organizm.

Jeżeli podobała ci się książka „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena, to ta spodoba ci się nawet bardziej.

Kiedy skończyłem tę książkę, na serio zacząłem się zastanawiać nad powrotem do szkoły i zostaniem mykologiem (czyli kolesiem badającym grzyby).

Ocena 4,33/5 na Goodreads

3. Optymizmu można się nauczyć – Martin Seligman

Psychologia, rozwój osobisty, nauka

Nie oceniaj książki po… tytule. To nie jest poradnik, w którym autor pokazuje ci ten jeden genialny pomysł, który zmieni twoje życie. Nie ma też żadnych codziennych pozytywnych afirmacji. To jest bardzo rzetelna i zarazem ciekawa książka naukowca.

Ta książka ma dwie części. Pierwsza to historia Martina Seligmana: jak zaczynał jako psycholog, co odkrył, jak później poprawiał swoją teorię. Bardzo ciekawa historia, na którą pewnie się natknąłeś – tak, to jest ten pan, który wpadł na pomysł wyuczonej bezradności przy okazji rażenia prądem psów. Jak się okazuje, jest w tym o wiele więcej, niż można wyczytać w krótkich wzmiankach w internecie. I też autorowi leżał ogólnie na sercu los zwierząt, więc to nie jest tak, że był sadystą (jeżeli to cię odpycha, to najpierw przeczytaj, zanim wrzucisz go do szufladki).

W tej książce autor pokazał mi się jako naukowiec z bardzo otwartym umysłem, rzetelny, prawy, szukający prawdy. Bardzo szanuję taką postawę.

Druga część jest o optymizmie i pesymizmie. Tutaj również można się mocno zaskoczyć, bo sprawa pesymizmu nie jest tak oczywista i prosta do wychwycenia, jak nam się powszechnie wydaje. Ba, nawet już po przeczytaniu książki, wiedząc, gdzie patrzeć, czasami jest ciężko go zauważyć. Jest tam również test na optymizm/pesymizm (swoją drogą jeden z najlepszych, jakie w życiu widziałem – do końca nie byłem w stanie przewidzieć, które odpowiedzi mogą mi „poprawić” wynik), ale nie mogę napisać więcej, bo bym ci go popsuł.

Określisz więc, gdzie się plasujesz w skali optymizmu, dowiesz się, co możesz robić, żeby to zmienić. Przy okazji dowiesz się pewnie nowych rzeczy o depresji czy behawioryzmie. Na końcu są też rozdziały o tym, jakie to ma zastosowanie w biznesie – jeśli interesuje cię to jako lidera.

Ocena 3,96/5 na Goodreads

4. Złodziej czasu – Terry Pratchett

Fantastyka, humor

Tak, jest tu też miejsce na beletrystykę ;) Wielką przyjemnością było dla mnie trafić na tę książkę i wrócić do serii o Śmierci po wielu latach. Czytałem tę serię jakieś 10 lat temu, a w tym roku natknąłem się na promocję – miło się zaskoczyłem, że jest jeszcze jedna książka w serii, której nie czytałem! Moim zdaniem, razem z „Wiedźmikołajem”, to najlepsza książka tego autora, jaką czytałem.

Co tu dużo mówić – trzeba lubić ten angielski humor. Ale jak zawsze u Pratchetta, nie chodzi tylko o żarty. Znajdziemy tam również bardzo inteligentne obserwacje o świecie. W sumie to jest taki filozof piszący fantastykę, z angielskim poczuciem humoru.

Ocena 4,28/5 na Goodreads

5. The Book – Alan Watts

Filozofia, duchowość

Co tu napisać o tej krótkiej książce, która w sumie jest o wszystkim? Może tyle, że jeżeli interesuje cię psychologia Wschodu, ale nie chce ci się przebijać przez starodawne hinduskie księgi, to „The Book” wprowadzi cię w ten temat miękko, po europejsku.

Pięknie połączyła mi się ona z „Nie śpij, tu są węże!” Everetta oraz „Strzępkami życia” Sheldrake’a. Pokazuje, jak bardzo naokoło trzeba mówić o tym, czego nie da się wyrazić językiem. Jak bardzo wszystko jest jednym tam, gdzie my widzimy podziały.

Myślę też, że jeśli jesteś ateistą, ta książka może ci pokazać, że można mieć duchowość, jednocześnie nie wierząc w żadną religię na świecie (a jednocześnie wszystkie je na swój sposób akceptować; zrozumieć je na nowo). Zaskakujące jest też to, jak to wszystko wydaje mi się pięknie współgrać z… fizyką kwantową.

Wielka szkoda, że nikt nie wydał tej książki po polsku. A jednak jest nawet po polsku.

Ocena 4,21/5 na Goodreads